Kriochirurgia

Może również zmienić się tradycyjny, mający już ponad sto lat zwyczaj mierzenia temperatury, może dojść do zlekceważenia uświęconych przez tradycję miejsc zakładania termometru, jak usta, pacha i odbytnica. Nie tylko zaleca się stale coraz to nowe miejsca, jak pępek, a nawet ucho, lecz coraz większego znaczenia nabiera termografia. Istnieje szereg sposobów zanotowania całego układu temperatury człowieka, zamiast mierzenia ciepłoty w jednym miejscu. Wzory mogą dostarczać więcej informacji, mogą wykazywać strefy odbiegające od normy, jak przy raku, czy schorzeniu tętnicy. Metoda mierzenia temperatury Carla Wunderlicha może się okazać niezbędna, ale nowe kamery rejestrujące ciepło obejmują całe ciało i mogą przekazać wiele informacji, jakich żadna karta gorączkowa, nawet najbardziej skrupulatnie prowadzona, nie może nigdy dostarczyć.

Kriochirurgia, krimoterapia, hipotermia i termografia to wszystko dość nowe zdobycze, ale krio-pogrzeb jest czymś najzupełniej nowym. Dr. James H. Bedford z Kalifornii zapłacił przed swoim zgonem w styczniu 1967 r. 1 500 funtów szterlingów za zapewnienie sobie trwałego zamrożenia swego ciała. Pozostawił również 70 000 funtów na badania kriobiologiczne. Pieniądze zostaną wkrótce zużyte, lecz jego ciało pozostanie na zawsze zamknięte w metalowym pojemniku w temperaturze płynnego azotu, tj. -196°C. Teoretycznie zostanie on ożywiony na powrót, jak tylko nauka potrafi tego dokonać, w praktyce według dzisiejszego stanu nauki zamrożenie spowoduje zniszczenie struktury komórkowej przez kryształki lodu. Ożywienie zmiażdżonego w ten sposób ciała będzie prawdopodobnie niemożliwe nawet dla jutrzejszych wskrzesicieli.

Niemniej zwiększa się popularność dzisiejszych towarzystw krionicznych z ich hasłem „nie mów nigdy: to już śmierć”. W ciągu dwu lat od śmierci dr Bedforda na raka płuc i pochowania jego ciała dla przyszłości – za jego przykładem poszło 10 Amerykanów, a dalszy tysiąc przystąpił do towarzystw. Zbudowano nawet kosztem 100 000 dolarów podziemne „kriotorium” dla 40 zmarłych i będzie ono czynne dopóty, dopóki wykonawcy woli zmarłych nie utworzą innego towarzystwa z hasłem „Dajmy umrzeć umarłym”.

Leave a Reply